top of page
Cecylia 22.11.20.jpg

Chór powstał w lutym 2020 r

Przez Maryję do Jezusowego Serca

„A gdyby tak stworzyć chór na Triduum?” – taka właśnie myśl zakiełkowała w mojej głowie podczas święta Dzieci Maryi, kiedy to ich mamy, z ogromnym zaangażowaniem - na czele z Siostrami Katarzyną i Tymoteuszą - zaśpiewały podczas mszy świętej.

            Nie potrzebowałam wiele czasu, aby namówić tę właśnie grupę do wspólnego działania. Jak się szybko okazało, dziewczyny zaprosiły do współpracy innych. Ogłoszenie na stronie parafii, także przyniosło efekty. I tak na pierwszej próbie zjawiło się około 40 osób.

            Dzieci, młodzież i dorośli. Przedstawiciele różnych grup parafialnych, nasze Siostry Służebniczki, a nawet osoby spoza parafii, które sercem są tutaj zakorzenione od momentu urodzenia. Wszyscy pełni entuzjazmu, uśmiechu na twarzy i gotowości do pracy muzycznej.

            Nieopisana radość zagościła w moim sercu, gdy zobaczyłam ten „tłum”. Nie ukrywam, że przez 10 lat sama byłam chórzystką. Później przez 5 lat dyrygowałam chórem „Cecylia” w Rydułtowach. Następnie 10 lat poświęciłam chórowi „Magnificat” w Zwonowicach, który założyłam, będąc tam jednocześnie organistką. Jakżeby zatem mogło zabraknąć chóru parafialnego w naszych, tak pięknie rozśpiewanych Niedobczycach?

            Jedna z pań, która dzielnie od początku towarzyszyła mi w tworzeniu zespołu, powiedziała kiedyś… „Zawsze marzyłam o tym, aby nasza Parafia miała swój chór”. Jak widać, marzenia się spełniają, gdy Pan Bóg czuwa i ludzie chcą.

            Po pierwszej próbie bałam się, że połowa ludzi już nie przyjdzie, gdyż ćwiczenia są monotonne i niezbyt atrakcyjne. Trzeba wielkiej cierpliwości i zrozumienia dla drugich, aby razem stworzyć piękne dzieło. Chór jest bowiem jak rodzina. Gdy upada jeden, runąć może reszta i dlatego tak cennym jest, budowanie wspólnoty.

            Nam się to udało! Pomimo tego, że nie dane nam było zaśpiewać podczas Triduum, cała ciężka praca nie poszła na marne. W sercach każdego zapalił się ogień do dalszej pracy. Ciągle padało pytanie „Kiedy próba?”, „Kiedy wreszcie będziemy mogli razem się spotkać?”. Nikomu chyba nie było łatwo. Ćwiczyliśmy „zdalnie” – ja nagrywałam poszczególne głosy utworów, a każdy sam ćwiczył w domu. Już przedtem też tak robiliśmy – to ułatwia naukę.

            Ten czas ciszy i rozstania, zaowocował wielokrotnie. Po pierwsze pokazał, jak bardzo każdemu zależy. Po drugie związał nas niewidzialną nicią przyjaźni. Po trzecie, właśnie w tym czasie, chór przyjął oficjalną nazwę „Chór od serca” – bo powstał u stóp Serca Jezusowego i chyba żadna inna nazwa nie identyfikowała by nas tak z parafią, jak właśnie ta.

  • 6.09.2020 - rozpoczęcie kolejnego roku formacyjnego

bottom of page